Loża Masońska I
- Ojciec coś dzisiaj taki zamyślony- Antoni dreptał za proboszczem.- Ja to nawet w telewizji słyszał takie powiedzonko, rzekłbym nieobecny- krok za krokiem, senior wśród ministrantów podążał za wcieleniem boga. No nawet jeśli nie boga to przynajmniej anioła. Fakt, że sługa boży lubił popić, a także błogosławić damy na osobności nie jest ważny, nosił koloratkę.
- Antoni, Antoni, marzy mnie się- proboszcz doprawdy miał całe mnóstwo marzeń. Wręcz niezliczone połacie pól uprawnych z marzeniami, tylko kombajn jego umysłu miał problemy z obróbką.- Marzy mnie się- powtórzenie, ksiądz musiał i przykładał do tego wielką wagę.- Nasza własna Loża Masońska!- Antoni padł na kolana, wydawało mu się wręcz, że jego duszpasterz jest okolony swoistą aureolą. Tak oto, ten wspaniały człowiek, wcielenie cnót i ten, który jako jedyny dochowywał celibatu(wedle Antoniego wszyscy inni księża to banda opojów i zboczeńców, nie licząc papieża), chciał swą ciężką pracą nadać wsi prestiżu. Jednak już w chwilę po ceremonialnym upadku, oślepieniu proboszczem, a także przypadkowym zawadzeniem o chrzcielnicę, z której wylało się wino(Antoni nie omieszkał spróbować: Wino marki Vino), przyszłemu lektorowi przypomniało się coś. W zasadzie przypomniał sam sobie o…sobie. Jego ministerialne zapędy dały o sobie znać, ambicja przyczajona przez lata pracy w polu i litry tanich win, obudziła się.
- Loża ladą, a co z moją ministerialną teką?- Antoni głupi nie był, a przynajmniej miał telewizor. Wiedział zatem, że każdy minister ma swoją tekę, to musiała być prawda. Tak przecież mówili w telewizji Wytrwam, pod wodzą i często wzwodem ojca imperatora.
- Antoni, ale ty już masz tekę- proboszcz pobłażliwie tłumaczył jak chłop krowie na zagonie.- Zaprawdę powiadam Ci…- lekkie spaczenie zawodowe.- twą teką są dzwonki i gong, albowiem Ci co dzwonią dostąpią zbawienia- czasem mogło się coś pomieszać. Spojrzenie jakim następnie został obdarowany Ministrant Już Prawie Lektor doprowadziło, że rzeczony Ministrant Niedługo Udzielę Komunii rozpłynął się ze szczęścia.

Twoje teksty są coraz lepsze. Pozdrawiam.
[...] kreatywnego proponuję zapoznać się z nowym art’em tego młodego pisarza. Kliknijcie: http://rajca.wordpress.com/2007/08/01/masoneria-i/ Po przeczytaniu opowiadania mam pewne przemyślenia. Pamiętam, czasy gdy Maurycy publikował na [...]
Dziś mam trochę obwody popalone, więc i ocena tego bielutkiego, jak po wypraniu w proszku marki Proszek blogu będzie trochę dziwna. Nie będę owijał w bawełnę – lubię ta Twoją twórczość. Język masz cięty, pióro ostre, a i pokeballa bardziej pojemnego niż Asz Keczap(cokolwiek byś miał w niego łapać. Polecam Dodo :p – żart niestety zrozumiały w wąskich kręgach zainteresowanych).
Cholernie mocno podoba mi się w twoich tekstach ta lekkość i spontaniczność z jaką wprowadzasz żarty. Widać, że przychodzi Ci to bez żadnego wysiłku, tak więc i czytelnikowi przyjemnie się je czyta, tym bardziej, że w większości jest to żart inteligentny. Loża Masońska jest tego najlepszym przykładem. Postacie są zręcznie przerysowane i tak ksiądz ma despotyczne ambicje, co przetwarza w nie mniej szatańskie czyny, a głupiutki Antoni cieszy się byciem ministrem. Po prostu fajnie…jak mnie znasz tak i wiesz, że mógłbym napisać znacznie więcej, ale nie ma co cię rozpieszczać. Z drugiej strony ciężko rzecz krytyczne słowo na tą Twoją twórczość, bo czytanie tego po prostu bawi.
Twórz dalej, boś dobry. Tyle ode mnie. Wracam do Pokeballa…