Wyptykowo – RPG – PGR
Wiele drużyn niestrudzonych śmiałków próbowało swych sił wśród dzikich, Pollandzkich pól.
Oto z odmętów chlewika wychynęła nowa grupka. Pierwszy- mężczyzna wielkiej postury. W dłoni dzierżący widły. Chwyt jego ogromnej dłoni zwiastował siłę i potęgę. Pawiania aparycja zaś niczym archanioł Gabriel niosła wieść: Oto jam jest ćwok jakich mało!
Drugi niski zarówno wzrostem jak i intelektem zaopatrzony był w sierp- jawny skrytobójca!
Trzecia z kolei niewiasta nieprzeciętnej urody, dumnie nosząca blizny po walce- z ospą. A w garści jej, kij pasterski. I magia krążyła wkoło, wraz z insektami z chlewu.
I mistrz gry w postaci sołtysa.
- Śmiałkowie, kierujecie się ku wyjściu z zagrody- MG rozpoczął sesję. Po chwili i braku reakcji ze strony graczy powtórzył- Idźta w cholerę huncwoty diabelne bo jak nie to was nahajką po plecach przeświecę!- Tak wydane polecenie odniosło skutek zamierzony, a nawet nieco ponadto. Wojownik zaopatrzony w widły przeskoczył przez płot, lądując w świńskim błocie. Zaś z powodu kary do zręczności wbił sobie trzonek pod żebra.
- Minus dwadzieścia ha-pe!- Sołtys znał zaawansowaną, branżową nomenklaturę.
- Panie sołtysie, panocku złoty, a jakby tak lewelik za darmo, świniaka dam, świniaka panie!- Jawny skrytobójca zaoferował, miał największy współczynnik charyzmy i nawet zdołał się uśmiechnąć.
- Ja ci kurwa psia twoja mać pozwolę korumpować pracownika państwowego. – Sołtys był to człowiek światły, oświecony i nieskazitelny. Chociaż za dwa świniaczki albo cielaka potrafił postawić pieczątkę gdzie trzeba.
- Ej, hola, pyr!- czarodziejka, bynajmniej nie z księżyca, zawahała się.- A co my w ogóle mamy robić? No bo ja nie umie nic robić ino w izbie siedzieć.*
- Idzieta i zgadacie do en-pe-ca- kolejne fachowe słowo wywołało ogólną konsternację. Widłak, czyli woj uzbrojony w widły nadal obarczony karami związanymi ze wszystkim co miało wpływ na motorykę taplał się w błocie. Świniaczki powąchały go, ale mając do wyboru własny smurd i jego, wybrały to pierwsze. – Wy radzieckie tłuki, owcojeby durne. Mata zagadać do tego chopa co za obórką stoi i tyle.
- Drużyna, wyruszyła. Jawny skrytobójca dłubiąc w nosie złapał uderzenie krytyczne, kalecząc mózg. Czarodziejka przez chwilę szła do tyłu. A Widłak dziabnął się w stopę. A obórka rysowała się w świetle słońca niczym portal do nowej rzeczywistości.
* Kto powie skąd zaczerpnięte ten ma browara. Ty Przemysławie, kurde, nie!

3 komentarzy