Zaborcza II
Premier, Donald Plusk, podróżował po Europie. Odwiedził Litwę, Niemcy, Czechy, Urugwaj. Zaszedł również z wizytą do dupy prezydenta Putina. Wszystko to dla dobra dyplomacji polskiej. W tym samym czasie poseł Palimiot przeszukiwał sklepy w celu odnalezienia kolejnego ekstrawaganckiego krawata. Zupełnie przypadkiem znowu trafił na różowy. Równocześnie jeden z niebliźniaków szpiegował swojego byłego doradcę i podporę partii- Ludwika Porna. Ale jako poseł miał za sobą prawo i sprawiedliwość, więc nikt o tym nie pisał. Partia LSD zajmowała się cały czas pierdołami, komisją badającą aferę tragicznie postrzelonej przez siebie samą posłanki Bidy. Poseł na sejm polski, Ryszard Walisz, z powodu stresu stracił na wadze. Tak fizycznie jak i politycznie. Przewodniczący Leserów Szajbusów Denatów w osobie Wojciecha Trolejniczaka nadal był rozchwytywany z powodu swojej akcji ratunkowej, kiedy to z kocią zwinnością prześlizgnął się na balkon płonącego mieszkania. Z równie kocią gracją załatwia się obecnie do przenośnej kuwet marki Pampers. Andrzej Lesser zapowiedział, że powróci do korzeni, dzień później reporterzy Gazety Zaborczej znaleźli go w chlewie, przy korycie, pośród swoich świń. Wynikła pewna pomyłka, gdyż nie można było go odróżnić na tle warchlaków. Następnie przewodniczący partii już niesejmującej zapowiedział, że zacznie po raz wtóry wysypywać zborze na tory i oblewać samochody szambem. Z powodu złego stanu zdrowia i upojenia alkoholowego wysypał pszenicę z własnego składu kolejowego, a pierwszy samochód jaki oblał był autem plebana. Renata Pegieer nie płaciła nikomu łapówek, zmieniła taktykę i robiła to nogami. Tak oto w polskiej polityce działo się lepiej niż ostatnimi laty.
- Hej ty- Poseł Szmaciński, obecnie marszałek sejmu wypowiedział swą sztandarową kwestię.- Przywołuje kolegę do porządku. Obrad, nie obrad. W każdym bądź razie…- Chwila wahania i intonacja hymnu PO.- „Los się musi odmienić…”- Po wykonaniu pełnym pasji nastąpiła tak zwana gleba.
- Szmatka, nie klatka. To ja Plusk, premier narodu.- Przerwa na oddech.- Z niejakim ubolewaniem stwierdzam, iż polska polityka zagraniczna leży jak ten tutaj.- Krótkie spojrzenie na kolegę leżącego u jego stóp.- Tak więc nasz plan prezentuje się tak…- premier przemawiał do swoich dwóch odbić przez następne trzy i pół godziny. Jedno lustro, dwa odbicia, co ta wódka robi z człowieka. Po chwili pierwsze odbicie rozpoczęło debatę z drugim, zaś biedny przewodniczący rady ministrów przysłuchiwał się ogłupiały.
- Zero konkretów mój drogi Kondonku. Mówił trzy godziny i nie powiedział nic konkretnego.- Zauważyło pierwsze.
- Nie zgodzę się mój drogi. On ma plan. Zawoalowana przenośnia, hiperbolizacja i intensyfikacja doznań obszaru podprogowego uczyniły to przemówienie niezrozumiałym dla przeciętnego słuchacza.- Dusza naukowca.
- Ale zważ na to, że on ma problem z wyrażeniem czegoś od początku do końca. Istny romantyk ogarnięty chorobą wieku. Donek nie wie co mówi. A mówi tak wiele.- Uwadze premiera nie uszło, że jego odbicie samo unosi się w wywodach niepopartych wiedzą merytoryczną.
- Pan pójdzie z nami.- Starczy głos przebił się przez mgłę alkoholowego odurzenia. Otwarte oczy- Moherowa Gwardia Zbawienia. Plusk obudził się z jednego koszmaru, aby jawa przywitała go drugim.
Zaborcza I
Ulica Zaściankowa 6. Sejm.
„Na tej ziemi, pod tym niebem wciąż się dzieje życia cud…”. W sejmowej restauracji przygrywała muzyka z serialu „Diecezja”. Nic w tym dziwnego, skoro dziś opijali swoją porażkę narodowcy. Partia Lachów Pędraków Robaków nie przekroczyła progu wyborczego, a co za tym idzie nie dostąpiła zaszczytu obsadzenia swoimi przedstawicielami stołków w niższej izbie parlamentu. Prezes partii, były minister dezintegracji i indoktrynacji narodowej, w osobie Frank’a Einsteina(który notabene nie zdawał sobie sprawy ze złożenia imienia i nazwiska) jak przystało na radykała i krzewiciela cnót obywatelskich leżał pod stołem w stanie wskazującym nie tyle na spożycie, co na zatankowanie z dystrybutora paliwa podłączonego do najbliższego Polmosu. Poseł Przytulny, cherubinek i kwiat polskiego społeczeństwa zawierał znajomość z kolejną butelka piwa, znanej w sejmie marki Nie-Lech(która to wcześniej zwana Lechem musiała dokonać modnego w tym czasie, z angielska brzmiącego- rebrandingu. Wszystko to z powodu nowej ustawy, mówiącej o tym jak do i o prezydencie wolno, a jak nie wolno mówić). Piwo się skończyło. Wtem muzyka zamarła, ktoś wstał. Za jego przykładem powstały niczym armia, rzesze narodowców i wszyscy jak jeden mąż unieśli w górę prawą rękę. Z ich ust już wychodził okrzyk: Heil… Jednak w tej chwili wpadł na nich pies tropiący- reporter Gazety Zaborczej, znanego w Polsce dziennika.
- Ha, mam was łajdacy, zła zaprzysiężeni żołdacy- Jeden jak Michnik się jąka, inny ma złe wspomnienia szkolne z okresu maturalnego.- Tak oto naród po wsze czasy zobaczy jak bawią się kuta…- przerwał z przyczyn naturalnych. Rozbite o głowę krzesło naturalnie prowadzi do omdlenia.
- Tu nikt nie, nie, nie- Chwiejąc się podszedł do reportera przewodniczący.- My, my, my- Pewne problemy z pozbieraniem myśli- My tu wszyscy piwo zamawialiśmy- Czknąwszy i wykonawszy swe zadanie Frank Wierzowiec wrócił do zajęcia na swoim poziomie. Owszem pod względem “stąd do nieba”, czy jak kto woli był wysoki, ale nie da się zaprzeczyć, że dopasował się do podłogi jak poziomica w sprawnych rękach murarza. Tak oto już bez relacjonującego wszystko zza kotary reportera GZ pijaństwo, tańce, hulanki swawole toczyły się w najlepsze.
Mało, a i owszem. Bardziej w celu wprowadzenia. Taka to nowa formuła powstała w mojej głowie. Jeśli ktoś to czyta niechaj wie, ze postaram się pisać częściej.

6 komentarzy